Kinga Młynarska – Animalki

Zbiór krótkich opowiadań Grażyny Wojcieszko to słodko-gorzka lektura. W „Animalkach” spotkamy kilku zwierzęcych bohaterów, ukazanych w konkretnym momencie ich życia. Autorka niczym na fotografii utrwala jakieś ważne dla nich zdarzenie, uczucie, marzenie czy choćby pojedynczą myśl.

Książka zaskakuje przede wszystkim kreacjami – mamy tu między innymi żeńską bohaterkę, przesadnie dbającą o wygląd (np. poddaje się bolesnym zabiegom, by upodobnić się do jej wzoru piękna), która pragnie również kariery. Marzy, by zostać grubą rybą w firmie, ale rzeczywistość jest nieubłagana, a jej współpracownicy  bezduszni, toteż musi pogodzić byciem jedną z wielu z tej ławicy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mowa tu o flądrze. Albo na przykład weźmy sroki, ciągle robią interesy, wszędzie ich pełno, a tego przechrzciły się na wrony – czy nie kojarzą nam się z najbardziej  doświadczanym w dziejach świata narodem? Wojcieszko ukazuje szereg portretów takich niezwykłych postaci, umieszczając je jednak w absurdalnych na pozór kontekstach.

Doskonale wiemy jednak, że ten chwyt dostarczy nam rozrywki, ale zmusi też do głębokiej refleksji, a wtedy mina nieco nam zrzednie. Dzięki niemu możemy z dystansu spojrzeć na siebie i własne niedoskonałości, dostrzec to, co na co dzień umyka, przewartościować nasz świat. Pod warstwą zabawy językiem czy groteską kryje się bowiem dość smutna konkluzja o zatrważającej kondycji współczesnego człowieka. O braku wartości oraz spłyceniu relacji międzyludzkich. Wojcieszko porusza wiele ważnych tematów, niezwykle dziś aktualnych (choć w gruncie rzeczy ponadczasowych), które ukazuje z  różnych perspektyw, jak np. niezaspokojone ambicje, wyścig szczurów (również w wersji online, batalie o popularność w sieci), zazdrość, rozpaczliwe pragnienie bycia kimś innym, sezonowe mody, przedmiotowe traktowanie ludzi, samotność, seksualność, seksizm, macierzyństwo, przemoc. Jest w „Animalkach” po prostu skondensowane życie, z jego blaskami i (częściej) cieniami.

Świetnie się czyta te opowieści, głównie za sprawą lekkiego pióra autorki. Nie oznacza to jednak, że to język banalny, przeciwnie – Wojcieszko zadbała, by każdy z tekstów miał swój indywidualny rys, a wszystkie wspólny mianownik. Polszczyzna bogata jest w rozmaite frazeologizmy, przysłowia czy powiedzonka odnoszące się do świata fauny. Pisarka prezentuje tu naprawdę bogaty ich wachlarz. „Animalki” są tak fascynujące właśnie przez spójność opowieści z kreacjami i językiem. Całość dopracowana w najdrobniejszym szczególe.

Grażyna Wojcieszko pokazała w „Animalkach”, że niezwykle uważnie obserwuje świat. Jej porównania, uwypuklane cechy danego zwierzęcia (oraz charakterystyka środowiska), dobór historii do bohatera i wreszcie bardzo trafna metafora poszczególnego typu ludzi, w pełni to potwierdzają. Inteligentna proza, w której nie brakuje luzu, humoru, a także mniejszych lub większych dramatów. Polecam przeczytać tę książkę kilkukrotnie, gdyż za każdym razem dostrzeżemy jeszcze więcej.

W przewrotny sposób Wojcieszko pokazuje jak wiele z nas ze zwierząt. I to wcale nie chodzi o tę pożądane cechy, a pewne zezwierzęcenie. Po lekturze tych opowiadań możemy zapytać czyj świat jest bardziej bezwzględny? Dlaczego nieustannie przesuwamy tę granicę odróżniającą nas od zwierząt? Pytania się mnożą, a „Animalki” nie dają gotowych odpowiedzi.